W pościgu za idealnością zgubiłam sens walki, z przyjemności
przemieniłam to w przymus, ciężkostrawny obowiązek. Nie zdążyłam się
zorientować gdy podczas - kiedyś przyjemnych - treningów motywujące
myśli <zrobisz to bo chcesz> zastąpiły <zrobisz to bo... musisz>.
Frustracja rosnąca z każdym nieudanym skokiem psuje mi humor.
Strach zamiast pomóc - paraliżuje. Towarzystwo innych ludzi zamiast
wesprzeć jedynie denerwuje i onieśmiela.
Chęć bycia kimś lepszym
niż się jest teraz trawi mnie od środka. Może muszę cofnąć się i znaleźć
to, co zgubiłam po drodze do doskonałości? Może muszę usiąść i
dokładnie przeanalizować swoje czyny i myśli?
Nie wiem,
skąd to się wzięło. Jedno jest pewne, naszło mnie nagle i
niespodziewanie. Jakoś miesiąc temu, jak dobrze się zastanowić.
Tłumaczę
to sobie różnie - miałaś sesję, podczas której nie było czasu nawet na
myślenie o treningach (nie mówiąc już o samym trenowaniu), potem
spotkałaś się z osobą dłużej trenującą od ciebie i zarazem o wiele
lepszą, w międzyczasie miałaś możliwość obserwować nowicjuszki na
treningach, które szybciej, o wiele szybciej niż ty przełamywały się do
skoków na które ty tygodniami zbierałaś odwagę...
Ale chwila - czy to nie jest po prostu zazdrość? Może taka jest właśnie okrutna prawda, przed którą chcę na siłę uciec...
Nie wiem. Chcę jedynie ponownie korzystać z przyjemności, jakie
daje parkour, bo dotychczasowe treningi to mordęga i wielki regres (nie chodzi mi tu bynajmniej o spadek siły).
Chyba można to zaliczyć pod totalne wyżalanie się, jednak takie coś było mi potrzebne.
Teraz tylko muszę się zebrać do kupy i ogarnąć.
Jakoś.
piątek, 13 lipca 2012
sobota, 30 czerwca 2012
Wakacje!
Wszystkie zaliczki na zloty wpłacone, torba spakowana, bilet lotniczy jest - oto zaczynam wakacje!
Moje plany są bardzo obiecujące i mocno parkourowe. Najpierw 3 dni będę trenować we Wrocławiu i wyjadać lodówkę zaprzyjaźnionej traceuse Izabelli, potem półtora miesiąca spędzę w Holandii, pracując i trenując kiedy tylko mogę, następnie wraz z moim chłopakiem przylecę do Polski na dwa zloty: OZT (Ogólnopolski Zlot Traceuses) oraz PZP (Północnopolski Zlot Parkour). A potem Cyriel wróci do Holandii i przede mną zostanie cały wrzesień wolnego, co wykorzystam iście treningowo i może tripowo ;) Choć dokładnych planów na wrzesień jeszcze nie mam.
Nie będę wtedy pod stałym kontaktem, ale postaram się pisać co jakiś czas posty, bo już teraz wiem że wiele, oj wiele będzie się działo ;D
Ze spraw aktualniejszych, powoli zaczynam realizować mały-wielki projekt. Zajmie trochę czasu, ale na razie wszystko idzie ku dobremu ;D Coby nie speszyć szczegóły ujawnię później, gdy już wszystko będzie wskazywało na sukces :)
Moje plany są bardzo obiecujące i mocno parkourowe. Najpierw 3 dni będę trenować we Wrocławiu i wyjadać lodówkę zaprzyjaźnionej traceuse Izabelli, potem półtora miesiąca spędzę w Holandii, pracując i trenując kiedy tylko mogę, następnie wraz z moim chłopakiem przylecę do Polski na dwa zloty: OZT (Ogólnopolski Zlot Traceuses) oraz PZP (Północnopolski Zlot Parkour). A potem Cyriel wróci do Holandii i przede mną zostanie cały wrzesień wolnego, co wykorzystam iście treningowo i może tripowo ;) Choć dokładnych planów na wrzesień jeszcze nie mam.
Nie będę wtedy pod stałym kontaktem, ale postaram się pisać co jakiś czas posty, bo już teraz wiem że wiele, oj wiele będzie się działo ;D
Ze spraw aktualniejszych, powoli zaczynam realizować mały-wielki projekt. Zajmie trochę czasu, ale na razie wszystko idzie ku dobremu ;D Coby nie speszyć szczegóły ujawnię później, gdy już wszystko będzie wskazywało na sukces :)
sobota, 16 czerwca 2012
Biegnij.
Odłożyłam książkę na bok, przeciągnęłam się niczym dziki serwal i spojrzałam na zegarek. 21:00 - już czas.
Będąc już ubrana w mą nocną kreację (potocznie zwaną dresami) wykonałam kilka energicznych ruchów
rozgrzewających ospałe mięśnie i zajrzałam do pokoju Ojca. Brat w
charakterystycznym dla niego skupieniu oglądał program naukowy o
budowie zegarków szwajcarskich, Tata natomiast drzemał na łóżku,
udręczony ciągłym zmaganiem się z bólem pleców. Piękne to uczucie,
obserwować drogie ci osoby, podczas gdy nie są tego świadome i
zachowują się naturalnie… Przepełniona dobrymi myślami i rozgrzana w
ciszy wyszłam z mieszkania.
Pierwszy, drugi, trzeci schodek…
Dziesiąty,
Piętnasty,
Dwudziesty siódmy i… ostatni.
Przede mną tylko drzwi od klatki schodowej – mój wieczorny Bal czas zacząć.
Ciepłe,
słodkie niczym czerwone poziomki powietrze nocy wdarło się do mych
nozdrzy, umysłu, otoczyło me ciało niczym najlżejsza jedwabna tkanina.
Jasne niebo oświetlało okolicę, zachęcając do odkrywania jej nowych
tajemnic. Ruszyłam przed siebie lekkim truchtem, skręcając w coraz to
nowsze uliczki. Nagle z klatki mijanego bloku wybiegł młody mężczyzna,
tak jak ja czerpiąc garściami z uroków wiosennej nocy. Nie
zastanawiając się dług
Lekkie
rozleniwienie rozpłynęło się bez śladu. Błyskawicznie się przebrałam:
dresy zastąpiły spódniczkę, bluza i T-shirt posłużyły za wieczorną
odmianę koszulki, arafatka szczelnie otulająca mą szyję odwracało,
pobiegłam za nim, starając się nie zwracać na siebie zbytniej uwagi.
Jako, że owy osobnik biegł spokojnie, mogłam bez problemu za nim
podążać, oddając się jednocześnie kontemplacji nad otoczeniem.
Słońce
powoli ustępowało, oddając władzę swemu bratu, Księżycowi. Soczysty,
zielony dzień przeradzał się w eteryczną, nieprzeniknioną noc.
Odłożyłam
na półkę powieść Alberta Camus. Wstałam i przeciągnęłam się niczym
dziki serwal, przetarłam oczy i spojrzałam na zegarek. Godzina
dwudziesta minut siedem – już czas.
Miasto
przecie to piękny twór człowieka, stworzony dla drugiego człowieka.
Niesamowite jest również przenikanie się świata natury i ludzi – jakże
wspaniałą rzeczą jest bieg prostą, asfaltową alejką, obsadzoną po całej
długości szumiącymi drzewami!
Bezimienny
skręcił w stronę parku. Odbiłam w przeciwną stronę, tym samym kończąc
owe przedziwne spotkanie dwóch samotnych dusz. Dobiegłam do nowo
odkrytego miejsca, gdzie mogłam bezpiecznie poćwiczyć kilka nowych
ewolucji. W przypływie energii wdrapałam się na wysoki mur, usiadłam na
nim i spojrzałam z góry na ciche alejki, opustoszałą ulicę, na
nielicznych przechodniów nie zdających sobie sprawy z mojej obecności i
na drzewa, te piękne drzewa stojące dostojnie w zimowych jeszcze
szatach.
Świadomość
mijającego nieuchronnie czasu zmusiła mnie do zejścia z wygodnego
miejsca. Czas wracać do domu, do Ojca i brata, do codziennych rozterek i
uśmiechów.
I jedynie drzewa pogrążone w wiecznej ciszy obserwowały, jak zamykają się za mną drzwi od mieszkania.
środa, 6 czerwca 2012
Tymczasowo nie istnieję.
Studenckie obowiązki przygniotły mnie swym ogromem, System Eliminacji Studentów zwany potocznie SESJĄ uruchomiony, nic tylko się uczyć.
Mój i tak już osłabiony układ odpornościowy wziął i się zepsuł, także od zeszłego piątku jestem trawiona przez gorączkę. No życie. Stres robi swoje, mój antywirus siada -_-
Jednak co dzień robię ABS i trzaskam 50 pompek. Ludzie się pytają - czemu tak mało? Odpowiadam: bo tak. Nie chcę się zasiedzieć przez tą chorobę, ale rekordów też bić nie będę, nie chcę się zmęczyć, przegrzać i bardziej zachorować.
Tęsknię już za lipcem, Wrocławskimi dachami, Izą i gyrosem, nie mogę się doczekać lotu do Holandii. To będą wspaniałe wakacje, obfite w treningi, zloty i progres ^^ Oczekujcie więc ciekawych wpisów :)
Tak więc... do końca sesji tymczasowo nie istnieję dla świata, a po sesji wyskaczę się za wszystkie czasy.
Mój i tak już osłabiony układ odpornościowy wziął i się zepsuł, także od zeszłego piątku jestem trawiona przez gorączkę. No życie. Stres robi swoje, mój antywirus siada -_-
Jednak co dzień robię ABS i trzaskam 50 pompek. Ludzie się pytają - czemu tak mało? Odpowiadam: bo tak. Nie chcę się zasiedzieć przez tą chorobę, ale rekordów też bić nie będę, nie chcę się zmęczyć, przegrzać i bardziej zachorować.
Tęsknię już za lipcem, Wrocławskimi dachami, Izą i gyrosem, nie mogę się doczekać lotu do Holandii. To będą wspaniałe wakacje, obfite w treningi, zloty i progres ^^ Oczekujcie więc ciekawych wpisów :)
Tak więc... do końca sesji tymczasowo nie istnieję dla świata, a po sesji wyskaczę się za wszystkie czasy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)